czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 2

Niall wrócił do domu wolnym krokiem i zamknąwszy za sobą drzwi, poszedł do kuchni, gdzie Louis przygotowywał sobie kanapkę. Blondyn usiadł na wysokim stołku i z rozmarzonym wzrokiem wpatrywał się w okno. Tomlinson dokończywszy swoją piętrową kanapkę, z uśmiechem na twarzy chciał ją skonsumować, ale z otwartą buzią i jedzeniem tuż przy niej, napotkał wzrok kolegi i patrząc to na niego, to na kanapkę zmarszczył brwi.
-Nie patrz tak na mnie. Ona jest moja. Rączki masz to sobie zrób. - odgryzł kawałek chrupiącej kanapki, zadowalając się jej smakiem.
-Jest taka piękna... - powiedział rozmarzonym głosem i podparłszy rękę łokciem o blat, oparł brodę o dłoń złożoną w piąstkę.
-Moja kanapka ? - zapytał zdziwiony Lou z pełnymi ustami jedzenia.
-Nie... Anne. - wypowiedział jej imię wręcz z pasją. Niewątpliwie się zauroczył. Wciąż miał przed oczami jej radosną twarz i ten zniewalający uśmiech. Niestety nie dojrzał koloru oczu dziewczyny. Jak mógł to pominąć ? Wiedział jedno. Na pewno były piękne.
-Kto to Anne ? Przecież odprowadzałeś Zayn'a do auta, prawda ? - zapytał kolega, aby się upewnić po czym odgryzł kolejny kęs kanapki.
-Nasza nowa sąsiadka. Zauważyłem ją i coś mnie tchnęło, żeby się przywitać. Zresztą jestem kulturalny no nie ? - spojrzał na kolegę, a ten zajęty jedzeniem, pokiwał głową i uniósł kciuk do góry bez większego entuzjazmu. Blondyn był ciekawy czy kolega go w ogóle słucha. Nie zdziwiłby się, gdyby wpuszczał informację jednym uchem, a wypuszczał drugim. Co prawda Eleanor zerwała z nim miesiąc temu, ale chłopak nadal to przeżywa i niechętnie wysłuchuje informacji na temat innych dziewczyn.
-Co robicie dzieci ? - to Liam, zwany "Daddy Direction", wpadł do kuchni cały w skowronkach i usiadłszy na blacie, poczochrał włosy szatynowi.
-A tobie co znów ? - zapytał Lou poprawiając swoje niesforne włoski, wracając do bitwy z kanapką. Na jego pytanie Payne wzruszył tylko ramionami.
-Nic. A co ma być ? Co powiecie na kręgle ? - zapytał klaszcząc w ręce, a Tomlinson, pełen entuzjazmu, zakrztusił się i Liam musiał mu jak zwykle pomóc.
-Jestem za. - wydyszał w końcu po krótkiej akcji ratunkowej i uniósł rękę do góry.
-Świetnie. Niall ? - Payne przeniósł wzrok na Horan'a, który nadal błądził oczami po szybie. - Niall ! - chłopak potrząsnął nim, a ten, trzepocąc rzęsami, tym samym wracając do życia, spojrzał na niego zdezorientowany. - Idziesz na kręgle ? - powtórzył swoje pytanie, a blondyn wzruszył ramionami.
-Może być. - odparł wracając do poprzedniej pozycji. Chłopcy usłyszeli nadjeżdżające auto, a po chwili trzaskające drzwi.
-Zayn ledwo wyjechał, a już mi go brakuje. - w oddali dobiegł ich zasmucony głos Harry'ego. Po chwili loczek ukazał im się i opierając o blat, skrzyżował ręce na piersiach.
-Nie martw się masz nas. - pocieszył go Lou i poczochrał jego słodkie loczki. Chłopak mimowolnie się uśmiechnął, ukazując rząd śnieżnobiałych i do tego równych zębów.
-Ok, pakować się do auta i jedziemy na kręgielnie. - rozkazał Liam schodząc z blatu, a następnie cała czwórka rozbiegała się po całym mieszkaniu, aby zabrać najpotrzebniejsze rzeczy.

•••

Maddy wraz z Jason'em siedzieli już w pizzerii przy stoliku, który mieścił się pod oknem. W momencie gdy otrzymali karty menu, do pomieszczenia weszła Anne. Rozejrzała się w poszukiwaniu rodzeństwa, podążyła do stolika i zajęła miejsce.
-Stało się coś ? - zapytał ją brat widząc zdenerwowanie, a jednocześnie zaskoczenie malujące się na jej twarzy.
-Muszę wam coś powiedzieć. Zresztą... sami zobaczcie. - położyła na stoliku zwitek papieru, który pochwycił Jason i przeczytał. Po chwili razem z Maddy byli tak samo zdziwieni co Anne.
-Czyli co to tak właściwie oznacza ? - zapytała młodsza siostra do końca nie rozumiejąc pisma.
-O to, że już dwa razy rodzice byli informowani o możliwości przyjęcia pracy w Los Angeles, ale odmówili lub nie odpisali, a tej redakcji widocznie zależy na nich, więc próbują ich dalej przekonać. - wyjaśnił Jason jednym tchem po czym odłożył kartkę i pokiwał głową.
-I co teraz ? - odezwała się Maddy patrząc to na brata, to na siostrę.
-Nie wiem. - odpowiedział jej szatyn i schował twarz w dłonie.
-Jak to nie wiesz. - skarciła go Anne, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Musimy ich przekonać, żeby przyjęli tę pracę. Jeśli tak im zależy, to znaczy, że nasi rodzice są dla nich ważni, tak ? - spojrzała na brata, który nie zmienił pozycji.
-Anne ma rację. - poparła ją Madyy i spojrzała na Jasona, który zrobił kpiarską minę.
-Może ma rację, ale znacie rodziców, są uparci, nie zgodzą się. Skoro jeszcze nie przyjęli tej oferty, to teraz myślicie, że się zgodzą ? - spoglądał z uniesioną brwią to na brunetkę, to na szatynkę.
-Lizzy ich przekona. - odparła zdecydowanie Anne i podniosła się, chcąc wyjść, ale Jason zatrzymał ją, łapiąc za nadgarstek. - No co ?
-Zostań. Lizzy dopiero zasnęła, a znając ją będzie odsypiała do wieczora.- siostra pokiwała głową i zajęła z powrotem miejsce. Podeszła kelnerka, a trójka złożyła zamówienie.
-Poznałam dzisiaj nowego sąsiada. - zagadnęła Anne biorąc łyk coli, jednocześnie uśmiechając się pod nosem.
-To my mamy nowych sąsiadów ? - zdziwiła się Maddy. Nie mogła sobie przypomnieć, aby kilka dni temu stała gdzieś ciężarówka od przeprowadzek.
-Wprowadzili się ponad tydzień temu na przeciwko. Kojarzysz ? - widząc zamyślenie na twarzy siostry, która nastroszyła brwi, przewróciła oczami. - Ci u których byłam dwa razy, ale nie otworzyli.
-Aaa ! - brunetka uderzyła się otwartą dłonią w czoło. - I kto tam mieszka ? Błagam powiedz, że nie starsze małżeństwo z pieskiem. - jęknęła na samą myśl o tym. Nie to, że nie lubiła starszych osób, al większość po prostu zrzędziła i wyzywała na cały świat.
-Nieee. Jeżeli dobrze pamiętam to piątka chłopaków, mniej więcej w moim wieku. - odparła, a Maddy uśmiechnęła się, ukazując rząd prościutkich ząbków.
-Czekaj czekaj. Powtórz. - poprosił Jason kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Na przeciwko naszego domu mieszka piątka chłopaków. - wyrecytowała biorąc kolejny łyk coli, ale widząc minę brata o mało nie wypluła zawartości.
-Super. - skwitowała radośnie Maddy napotykając karcące spojrzenie brata. - Żartowałam. - dodała przewracając oczami. W następnej chwili otrzymali pizzę, a w głowie analizowali jakich argumentów użyć, aby przekonać rodziców do wyjazdu.

•••

Czwórka chłopców była już w kręgielni. Dawno nie spędzali razem czasu, a teraz mieli kilka dni wytchnienia. Żałowali, że nie ma z nimi Zayn'a, ale w końcu nie widział rodziny już kilkanaście tygodni.
-To jak ? Ja i Boo Bear na waszą dwójkę ? - zapytał Harry zarzucając ramię na kolegę.
-Nawet Louis nie zakryje twoich marnych umiejętności jeśli chodzi o grę w kręgle. - zażartował Liam, a reszta zaśmiała się z rozgrzanego do czerwoności loczka. To prawda, gra w kręgle nie szła mu najlepiej, ale za to był świetnym pływakiem, czego koledzy mogli mu pozazdrościć.
-Nie martw się. Masz za to więcej solówek niż Liam. - odgryzł się Louis na co Harry zareagował wielkim uśmiechem i wypiął dumnie pierś do przodu.
-Może już zagramy co ? - zapytał Niall chcąc zakończyć tę bezsensowną wymianę zdań.
-To ja pierwszy. - Liam podniósł rękę i podszedł do kul. Wybrał zieloną, wziął delikatny rozbieg i rzucił, zaciskając kciuki. Zbił wszystkie kręgle. - Yeah ! Tak się to robi panowie. - przybił piątkę z blondynem i zajął miejsce na kanapie.
-Niall, może powiesz coś jeszcze o sąsiadkach ? Ile ich jest ? - zapytał zaciekawiony Harold rzucając kulą. Jednocześnie chciał wiedzieć coś o nowych sąsiadkach, a z drugiej strony myślał, że może to odwróci uwagę reszty od toru.
-A czemu mówisz w liczbie mnogiej ? Wiem tylko o Anne. - odparł trochę zawiedziony, że kolega przypomniał mu o dziewczynie. Przed oczami stanęła mu piękna szatynka ze słodkim dołeczkiem w policzku. Mimowolnie się uśmiechnął podchodząc do tory, nie zwracając uwagi na to, że Harry'emu udało się zbić zaledwie trzy kręgle.
-Trzeba będzie je odwiedzić. - powiedział zadowolony Styles siadając obok Liam'a. Lubił poznawać nowe dziewczyny. Taki już był. I nie chodziło mu o fanki. Dla niego były to rozkwiczane dziewczyny, które widzą w nim bożyszcze, jednego z zespołu, czy słodkiego chłopca. Ale on tego nie chciał. Może nie zachowywał się w porządku wobec wszystkich dziewczyn, ale niekiedy inaczej nie potrafił.
-Proponowałem jej, żeby wpadła do nas, ale już musiała iść. Obiecała jednak, że następnym razem nie odmówi. - odpowiedział mu zasmucony, ale jednocześnie uszczęśliwiony tym, że następnym razem nie bedzie mogła odmówić.
-Jeśli obiecała, to pewnie tak zrobi. A my co robimy jutro ? - zapytał Lou przymierzając się do rzutu.
-Nie wiem jak ty, ale ja wybieram się w końcu do krawca po garnitur. - rzuci9ł pierwszy Niall sięgając po chipsa z paczki.
-Garnitur ? Po co ? - zdziwił się Harry i uniósł jedną brew. Przecież nie mieli niedługo żadnej gali czy czegoś podobnego.
-Za dwa tygodnie mój brat bierze ślub idioto. - loczek przewrócił oczami. No tak, blondyn trąbił już o tym od kilku tygodni.
-Yeah ! Wygrywamy Hazzuniu. - Louis podszedł do Harry'ego i pocałował w policzek. Wszyscy pomyśleliby, że są innej orientacji, ale oni po prostu przyjaźnili się i taki odruchy były u nich normalne.

•••

Podczas gdy chłopcy grali, trójka z rodzeństwa wróciła do domu.
-Ciekawe czy Lizzy jeszcze śpi. - zaciekawiła się Anne wyciągając klucze z zamka.
-Jest 19. Śpi dopiero 4 godziny. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie wstała. - odpowiedział jej Jason, zdejmując buty.
-Do której siedziała w labolatorium ? - zapytała szatynka domyślając się o co chodzi. Na początku siostra mogła siedzieć w pracowni dwa razy w tygodniu, jednak zdobyła codzienne pozwolenie i nie miała zamiaru go nie wykorzystać.
-Wróciła o 5, a na 8 szła na wykłady. - odparł brat krzywiąc się. - Ona kiedyś padnie.
-Wiem... - westchnęła cicho. Stale miała wrażenie, że to ją wszyscy za to winią. Może to prawda, bo w końcu to z jej powodu siostra tyle czasu przebywa w labolatorium.
-Dzwoniłam do rodziców. Mówili, że o 20 będą już w domu, więc pójdziemy do nas i postaramy się ich przekonać, aby przyjęli propozycje pracy. - poinformowała rodzeństwo Maddy i położywszy się na kanapie, włączyła telewizor.
-Trzeba powiedzieć Lizzy.
-Dajmy jej jeszcze pół godzinki. - poprosiła Abby, aby dać siostrze jeszcze trochę czasu.
-Dobra. Posuń tyłek. - brat machnął ręką na brunetkę i zajął koło niej miejsce, wpatrując się w jakąś telenowelę, na którą przełączyła właśnie Maddy.

•••

-Co ?! - Lizzy patrzyła na każdego z rodzeństwa po kolei, nie mogąc uwierzyć w to, o czym jej opowiedzieli.
-To, że trzeba jakimś cudem przekonać rodziców, aby zgodzili się na ten wyjazd. Tata pewnie się zgodzi, znasz go, ale z mamą będzie gorzej. - jęknęła Anne wykrzywiając przy tym usta w wąską linię.
-Zostawcie to mnie. Ubierać się. - zakomenderowała najstarsza z sióstr i sama sięgnęła do szafy po brązowy sweterek. Chwilę później wszyscy opuszczali już biały dom z celem dotarcia na drugi koniec miasta.

•••

-Jak to mamy jechać ? - zapytała z wyrzutem matka, gdy dzieci przedstawiły im całą sprawę.
-No normalnie. My tutaj sobie poradzimy. - zapewniał ją Jason, klepiąc po ramieniu.
-Ale dzieci to jest wyjazd na co najmniej pół roku. Nie mogę pozwolić, abyście tyle czasy byli sami. - mama dążyła do swego. Zawsze była uparta i tę cechę, niewątpliwie odziedziczyła po niej Lizzy.
-Kochanie, poradzą sobie. Przecież trójka z nich w końcu jest pełnoletnie. - odciec próbował ratować sytuację. Wierzył w intuicję dzieci. Jeżeli chciały, aby tam jechali, to tak właśnie powinni zrobić.
-No ale jak ty to sobie wyobrażasz ? Liz i Jason będą ty wpadać co jakiś czas ? Przecież mają własne obowiązki, a dziewczynki potrzebują opieki. - rodzicielka tylko szukała pretekstu, żeby nie jechać. Nie chciała oddalać się od dzieci, być mamą na telefon.
-No to Lizzy i Jason wprowadzą się tutaj. - zaproponowała Maddy wskazując na przestrzeń. - Liz zajmie waszą sypialnię, a Jason pokój gościnny i tyle. - nastolatka dumna ze swojego pomysłu, klasnęła w ręce, czekając na akceptację.
-No właśnie. Poradzimy sobie. Nie jesteśmy małymi dziećmi. - zapewniała Anne, głaszcząc matkę po dłoni.
-Gabriella oni mają rację. Dadzą sobie radę.
-Jesteś pewien ? Później nie będzie odwrotu. - kobieta zaczęła rozważać pozostawienie Londynu, ale nadal miała wątpliwości.
-Po prostu nam zaufaj. - wypowiedziała Lizzy, a brat delikatnie ją szturchnął, na co lekko się uśmiechnęła. Wiedziała, że to złamie mamę. Zawsze umiała ją podejść.
-Nie chodzi o to, że wam nie ufam. Po prostu... - spojrzała na każde z dzieci z ogromną czułością. Może Andrew ma rację. Nie są mali, poradzą sobie. - Napisali kiedy wylot ? - zapytała wzrokiem próbując wyszukać czegoś na kartce.
-Yeah ! - krzyknęła cała czwórka, zadowolona z tego, że dopięli swego.
-Wylot jest w niedzielę 24 czerwca o 9 rano. - oznajmiła kobieta, lustrując kartkę. - Chwila, chwila, przecież to po jutrze. Nie zdążymy.
-Damy radę, nie wpadaj w panikę. Spakujemy się, elektronicznie wszystko załatwimy, popłacimy wszystkie rachunki, a dzieci sobie poradzą prawda ? - ojciec starał się uspokoić Gabriellę, posyłając dzieciom uśmiech.
-No tak, oczywiście. - zapewniała Anne z szerokim uśmiechem na ustach. - Tylko niestety jutro pracuję i krawca, wiec pomogę wam dopiero po południu.
-Właśnie, ja też, bo na 9 idę do kwiaciarni, a później...
-Już jutro odpuść sobie te labolatorium co ? - zapytał ojciec, doskonale wiedząc co Lizzy ma zamiar powiedzieć.
-I obiecaj, że trochę odpuścisz. To jest mój warunek. Inaczej nie lecę. - oświadczyła matka i skrzyżowała ręce na piersiach. Teraz to ona miała ją w garści.
-Mamo ! - oburzyła się, ale widząc minę kobiety, wiedziała, że nie odpuści. - No dobrze, niech będzie. - westchnęła przewracając oczami.
-To my się zbieramy, a wy przemyślcie sobie wszystko. - zaproponował Jason i ruszył w stronę drzwi.
-Dobranoc. - pożegnała się Liz i poszła za bratem, opuszczając dom.
-Wiedziałam, że się uda. - szepnęła Maddy do siostry, a ta posłała jej szeroki uśmiech.


Kochane przepraszam, że tak długo nic nie pisałam. Nie mam na siebie żadnego usprawiedliwienia, prócz mojego lenistwa. Ale wiecie jak to jest. Wakacje, wyjazdy itd. Mam nadzieję, że się nie obrazicie i powyższy rozdział się spodoba. Czekam na Wasze komentarze z niecierpliwością.
Kocham
black.character ♥

11 komentarzy:

  1. Liczy się to że dodałaś ;)
    Rozdział genialny ;P
    Niall jest taki uroczy, myśli cały czas o Anne to takie fajne :D
    Czekam na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Eee, tam trochę lenistwa :D
    Super z niecierpliwością czekam na następny :D!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pff... Nie tylko Ty masz lenia ;) Jestem ciekawa jak to będzie wyglądać jak rodzice polecą sobie i zostawią kochaną czwóreczkę xq Czekam na kolejny :**

    OdpowiedzUsuń
  4. awww Niall jest słodki :)
    ale teraz będzie balanga... cała czwórka w domu... sama...
    czekam na nn
    kocham cię ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny < 3
    Opłacało się czekać ; )
    Czekam nn ! ; *

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że założyłaś kolejny blog :) Czekam na kolejny rozdział :*
    + zapraszam do mnie :> (przypadkowo mamy podobne tytuły blogów- ja mam 'I wanna be with you' :D)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniały rozdział, bardzo podoba mi się to opowiadanie ^^ Czekam na kolejny ;) I jak znajdziesz czas to wpadnij do mnie: http://there-is-only-onedirection.blogspot.com/ Pozdrawiam i życzę weny :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Super blog :P
    Zapraszam do mnie
    http://up-all-night-one-direction-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. W końcu znalazłam troch czasu i przeczytałam trochę żałuje ze tak zwlekałam bo ta historia naprawdę mnie wciągnęła xD Chętnie będę tu częściej zaglądać czekam na następny :P

    Zapraszam też do mnie http://party-hard-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. no no no widzę kolejne arcydzieło się szykuje. Jestem zadowolona z tego rozdziału bardzo mi się podoba. Mam nadzieję ze na kolejny nie będziemy musieli długo czekać. Pozdrawiam i zapraszam do siebie onedirectionhistorie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń